26 września
Ok. 5 rano Niemcy zaatakowali Fort Czerniaków. Mostek kilkakrotnie przechodził z rąk do rąk, obrońcy zostali zepchnięci do kazamatów. Niemcy pod murami zdetonowali potężny ładunek wybuchowy, zawalił się strop, zginęło wielu żołnierzy. Ok. 12 załoga się poddała. Na Powsińskiej z ckmu strzelał Janusz Kusociński, rannego odtransportowano na tyły.
W celu odbicia Fortu Piłsudskiego ulicą Piaseczyńską przemieszczał się szwadron szwoleżerów. Oddział został zbombardowany. Od jednej z bomb zginął rtm Wieniawski, wnuk słynnego kompozytora. Niemcy po opanowaniu Fortu Piłsudskiego zajmowali kolejne domy. Szwoleżerowie musieli wycofać na barykadę na rogu Dolnej i Piaseczyńskiej. Do rannych na pierwszej linii z narażeniem życia docierał por. dr Alfred Paczkowski. Otrzymał Virtuti Militari. Był później bardzo znaczącą postacią w powstaniu na Mokotowie.
Na Placu Bernardyńskim do ostatniej chwili bronił się kpt Zbijewski. Wg jednej z relacji w beznadziejnym położeniu odebrał sobie życie. Gdy Niemcy zaczęli docierać do linii Chełmska-Dolna mjr Rosiek zarządził kontratak. Żołnierze dotarli do cmentarza na Powsińskiej, tam powstrzymał ich skoncentrowany ogień. Walki przeniosły się znów pod ulicę Chełmską. Kościół Św. Kazimierza przechodził z rąk do rąk.
Przed południem padł Fort Mokotów gdzie walczono wręcz aż do ostatka. Na pomoc zostały wysłane posiłki ale zbyt późno.
Dalsze posuwanie się Niemców zostało zatrzymane na rogu Al. Niepodległości i Ursynowskiej. Niemcy wdarli się do kilku willi ale zostali odrzuceni.
Ok. 18 na Polu Mokotowskim wylądował PZL-Sum z mjr Galinatem na pokładzie pilotowany przez Stanisława Riessa. Był to jeden z najbardziej brawurowych wyczynów w historii lotnictwa. Samolot zarekwirowany przez władze rumuńskie został wykradziony z lotniska, umknął rumuńskim myśliwcom, przeleciał przed całą Polskę, nad Warszawą został ostrzelany zarówno przez Niemców jak i przez polską obronę przeciwlotniczą, której nie mieściło się w głowie że to nasi. W samolocie przez noc uzupełniono paliwo, pozaklejano dziury i jakby nigdy nic następnego ranka odleciał do Kowna. Mjr Galinat przybył z misją utworzenia armii podziemnej.
Wieczorem Niemcy ruszyli do natarcia w kierunku Belwederskiej. Kontratak na bagnety odrzucił ich daleko na przedpole.
Rółnież wieczorem gen. Rómmel zarządził naradę na temat możliwości dalszej obrony z udziałem wojskowych i władz cywilnych.
Padały różne propozycje. Starzyński był za tym, żeby bronić się do końca bez względu na okoliczności. Gdy ktoś rzucił: 'ale Warszawa jest niszczona' Starzyński momentalnie odpowiedział: 'odbudujemy trzy razy piękniejszą'. Gen. Kutrzeba proponował żeby wszystkimi siłami przebić się w dowolnym kierunku, choćby kilka kilometrów za miasto, wystrzelać całą amunicję i dopiero się poddać. Większość osób była jednak za rozpoczęciem rozmów kapitulacyjnych. Zgodził się z tym Rómmel kwitując: 'to nie armia broni miasta tylko miasto chroni armię' (chodziło o to że straty wśród ludności były większe niż wojska). Odpowiedzialność za warunki kapitulacji wziął na siebie.
Na zdjęciu: północny koniec ul. Sobieskiego, miejsce zaciętych walk w 1939 i 1944.

Komentarze
Pawel_W
Sat, 02/17/2018 - 22:30
Permalink
Legendarny nieco na wyrost
"Starzyński był za tym, żeby bronić się do końca bez względu na okoliczności" - niestety, szumne przemówienia i plany rozwoju z jednej strony, z drugiej strony stwarzanie zagrożenia wobec mieszkańców przez robienie z Warszawy twierdzy i zagrzewanie do boju Warszawiaków. Włodarz stolicy ma dbać o bezpieczeństwo ludności, a nie o odbudowanie ze zgliszczy "trzy razy piękniejszego" miasta, przy czym najpierw byłoby ono zburzone przez obronę - honorową i do ostatniej kropli krwi. Na szczęście wtedy ostatecznie do tego nie doszło, 5 lat później było gorzej.
Skomentuj