Mama w akcji
"Moja mama była na Puławskiej 12, a ponieważ była zawsze bardzo energiczną kobietą, to powiedziała: „Co, ja zostawiłam niespełna siedmioletnie dziecko. Ja muszę wrócić do domu”. A tam już nikogo nie wypuszczali, bo walki były na ulicy. Niemcy oczywiście: „Nie”. Okrążony dom. No więc mama podchodzi do jakiegoś Niemca i mówi mu. Nie znała niemieckiego, ale tam byli Ślązacy też, którzy mówili trochę po polsku. I mówi, że ma takie dziecko, mówi, że ma prawie siedem lat, ale sama w domu, no bo nie wiedziała co i jak (mama później opowiadała), a ten powiedział: „Dużo, niech lota”. Tak jakoś powiedział po śląsku. No to mama mówi: „No koniec. No nie wypuszczą mnie. A jak wyjdę, to mnie od razu zastrzelą”. Więc poszła do młodego. Myśli sobie, że do młodego... I patrzy, w portfeliku ma zdjęcie takich znajomych synka, który miał tak ze trzy latka najwyżej. I poszła, sobie pomyślała: „To ja teraz pójdę do młodego. Stary nieprzyjemny był, to ja pójdę…”. No i ten młody mówi: „Ja też zostawiłem w domu synka małego”. No to mama mówi. „No tak, tylko że ten synek ma mamę, a moje dziecko jest samo”, i tak dalej. No i ten wzruszył się, zawołał jakiegoś Niemca i kazał widocznie eskortować mamę tam, gdzie mama chciała iść. No to mama z nim. Wzięła go za ten pas, żeby on nie zwiał mamie, i idzie z nim do Willowej. I doszła do końca Willowej. Jak ten zobaczył pustą przestrzeń, to on powiedział, że on nie idzie. No to mama na niego machnęła ręką, on machnął na mamę i w ten sposób mama już była sama. I myśli sobie: „Ja przez te ogródki, przez tą fabryczkę jakoś się przedostanę. I tak też było."
Maria Jolanta Walawska, Archiwum Historii Mówionej, 1944.pl










Skomentuj