Fabryka miodu
"- Co było poza tym do jedzenia?
- Przede wszystkim sztuczny miód. Tam gdzieś Niemcy mieli składy sztucznego miodu. Miód nosem nam wychodził, ale jednak to było coś. Poza tym pamiętam jak w szkole na Woronicza dostarczyli nam już ugotowaną kaszę. Jedliśmy w podziemiach, nie na zewnątrz dlatego, że był ostrzał. Wszyscy jedli z dużym apetytem. Zaczęłam się przyglądać, coraz wolniej łyżką mieszałam aż przestałam jeść. Chłopcy powiedzieli: „Co, nie masz apetytu?” Mówię: „Nie, nie mam.” A tam takie duże robale były."
Stefania Paszkowska "Nina"
--------------------------------------------
"na Puławskiej (...) była fabryka sztucznego miodu i okazało się, że w podziemiach, w suterenie były jakieś magazyny tego miodu i my z ojcem po ten miód [poszliśmy]. Wszyscy ludzie: „No to my też”. Ojciec przyniósł bańkę tego miodu. Na oko było około pięciu litrów tego sztucznego miodu. Wtedy jedzenie było takie, że na śniadanie była szklanka ciepłej wody i łyżka miodu. Na obiad była szklanka wody z miodem rozpuszczonym, a na kolację była szklanka wody i łyżka miodu. No i jak tak pojedliśmy trzy dni, to już tego miodu mieliśmy troszkę powyżej… Mogliśmy nie jeść."
Cezary Wojtczak
--------------------------------------------
"Znamienną cechą dla Mokotowa był sztuczny miód, ponieważ była fabryka sztucznego miodu, to miodu było pod dostatkiem. Tak że od tej pory już nie jadłem nigdy sztucznego miodu i chyba mało kto z nas."
Stanisław Kral-Leszczyński "Stanisław"
Wszystkie zacytowane relacje pochodzą z Archiwum Historii Mówionej, 1944.pl
--------------------------------------------
Fabryka Miodu Sztucznego "Wanda". W tym momencie nie znam historii zakładu. W czasie okupacji pod zarządem Nazdrowicza, folksdojcza. Wszelkie informacje mile widziane.










Skomentuj