Dramat na Melsztyńskiej
"Za ogródkami wyskoczyliśmy na ulicę Melsztyńską. Jest bardzo wąskie przejście, ZOM – Zakład Oczyszczania Miasta po prawej stronie, a po lewej była siatka i krzaki. Cała nasza drużyna weszła w to przejście. Przechodził żandarm niedaleko i któryś strzelił, ranił go. Wiem, kto strzelił, ale... Niemiec miał karabin maszynowy, upuścił go, ryczał na cały głos: Oh, mein Gott! Mein Gott! Niedługo trzeba było czekać. Wiedzieli dokładnie, gdzie jesteśmy i otworzyli ogień – prosto, prościusieńko w nas. Cała drużyna zginęła. Ja się uratowałem i „Sewer”. Reszta, jak nie byli zabici, to byli ranni. Wszystko trwało parę minut."
Wojciech Kielim "Kaczor", Archiwum Historii Mówionej, 1944.pl









Skomentuj