Akcja GTWB "Z Warszawą w tle".
W Warszawie jest sporo miejsc ważnych dla Mokotowa. Jednym z nich jest właz w Al. Ujazdowskich na rogu Wilczej. Tym włazem wyszła większość z powstańców walczących na Mokotowie.
"Ludzie szaleli, siedzieli oparci o kanały, krzyczeli, wyli, błagali, żeby ich zabić. Te krzyki jakimś wielokrotnym echem jeszcze się odbijały. Do tego wszystkiego szczury, mądre zwierzęta, po co by się miały moczyć w wodzie? Lepiej było brykać sobie po ramionach idących. To było bardzo niemiłe towarzystwo. Ta grupa, w której ja się znalazłam, przy jednym z włazów podjęła decyzję, że trudno, poddajemy się Niemcom i wychodzimy z kanału. Akurat w tej grupie byłam ja, która znałam wówczas bardzo dobrze niemiecki. Pamiętam, że z nimi rozmawiałam, bo trzeba było wysadzić granatami ten właz, żeby wyjść. Kiedy poczyniono dla nas odpowiednie przygotowania, gdzieś na horyzoncie światło się ukazało, promyczek światła. Ciemno było, bo myśmy nie mieli żadnych zapasów latarek. To światło to się okazało, że to kanalarze ze Śródmieścia przyszli szukać w labiryncie kanałów tej armii z Mokotowa, która, wiedzieli, że weszła do kanału, ale nie doszła. Oni nas wyprowadzili na Aleje Ujazdowskie przy Wilczej.
Podobno szłam kanałami przeszło dwadzieścia godzin. Pamiętam, kiedy wyciągnęli mnie z kanału, było tam otoczenie ludzi i oni pytali: „Kto idzie?”. Między innymi czekał na nas nasz dowódca kompanii, porucznik „Lucjan”, „Łącki”. Kiedy dowiedział się, że to jeszcze nie cała nasza kompania, w pięknym, czystym mundurze oficerskim, to robiło na mnie wrażenie, pamiętam, wszedł ponownie do kanału. Nie wiem, czy bym się zdecydowała ponownie tam wejść. Chwała mu za to. "
Alicja Karlikowska, Archiwum Historii Mówionej, 1944.pl
PS. Porucznik który wszedł do kanału szukać swoich żołnierzy to nie kto inny tylko Jerzy Stefan Stawiński, autor opowiadania "Kanał".





Skomentuj