Mokotów i V-2

"To był okres, w 1944 roku, intensywnej pracy na trzech zmianach. I myśmy, z działu montażowego, zaczęli pracę przy nawijaniu cewek dla V-2, bo Niemcy takie zlecenia dali. I myśmy pracowali już w maju, czerwcu, lipcu, w nocy. Niezależnie od dyżurów tej straży ogniowej, praca była przy nawijaniu tych cewek elektromagnetycznych.
- Czy mogliście państwo jakoś sabotować tę pracę?
Tak. Cewka powinna być tak starannie nawinięta, że nie wolno było, żeby jeden drut przekrzyżował się z drugim. Ale to wymagało bardzo żmudnej pracy, bo to był cieniusieńki drucik, i dziewczyny (bo na dziennej zmianie pracowały kobiety) starannie tak nawijały. A myśmy się zgadali, musimy wyrobić normę (bo była norma do [wyrobienia]) i przespać się. Normalna sprawa. Jak złapało się na omomierzu, że akurat jest dobrze, nakładało się gruby preszpan na to nawinięcie takie, byle jakie, tam, przy dużych napięciach, to były przebicia, i nawijało się trzy warstwy już tak dokładnie. W związku z tym mieliśmy dużą wydajność, szybko robiliśmy i przy okazji, wiadomo było, że to nie będzie działało dobrze. Omomierzem było dobrze, w porządku. Kontrola była, to sprawdzali tylko opór drutu nawiniętego, to był bardzo cienki drut, to się nawijało chyba ze czterdzieści minut taką jedną szpulkę, albo więcej nawet. I w ten sposób myśmy powiedzieli: „Będzie dobra robota, ale zobaczymy, jak będzie działało.” Ale na pewno nie działało. Później, już w 1944 roku, to nie wiem, czy doszło. To było Bruhn-Werke – przypomniało mi się."

https://www.1944.pl/archiwum-historii-mowionej/ludwik-zygmunt-pauzewicz,...

19430820

Skomentuj

Plain text

  • Żadne tagi html nie są dozwolone.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.
  • Lines and paragraphs break automatically.