Gestapo w internacie
"Jeszcze na Szczekocińskiej mieliśmy któregoś dnia nalot gestapo. Gestapo śledziło jakiegoś młodego chłopca, akowca, który przyjechał z północy Polski do Warszawy, do Generalnej Guberni, do swojej siostry, która u nas mieszkała w internacie, Bożeny Stanisławskiej. Oczywiście obsadzili ten internat (myśmy były w domu) i się gwałtownie dopytywali o tego młodzieńca, czy tu był, i o Bożenkę Stanisławską. Jej nie było w domu. Nie wiem, czy ona gdzieś pracowała, bo była starsza od nas. Byłam małą dziewczynką, miałam jedenaście, dwanaście lat. Wobec tego zakonnice po kryjomu wypuściły młodsze dziewczęta na dwie ulice, na Ursynowską i Racławicką, którymi się dochodziło do Szczekocińskiej. Szczekocińska była ostatnią ulicą przed ogródkami działkowymi i aleją Niepodległości. Przy Ursynowskiej był park Dreszera. Myśmy jakimiś dziurami w płocie się wydostały, jedne na ulicę Ursynowską, drugie na ulicę Racławicką, żeby złapać Bożenkę Stanisławską, gdyby wysiadła przy Puławskiej i szła do domu, żeby ją uprzedzić (i ewentualnie tego brata), że w domu czeka na nią gestapo. Tam znajomi mieszkali, byli profesorowie uniwersytetu, więc ich też uprzedziłyśmy, że jest taka akcja. Rzeczywiście, udało się komuś uprzedzić Bożenkę, tak że nie dotarła do domu i oni późnym wieczorem, przed godziną policyjną, opuścili nasz dom. "
https://www.1944.pl/archiwum-historii-mowionej/krystyna-maria-wilk-biels...

Skomentuj