Czołganie do swoich
"„Lilka” mówi: „Nie, idźmy prosto przez pole, na jeden z tych domów, na „Pudełko”. Jak myśmy się tak spierały, to zza tej ściany seria niemieckich pocisków idzie na te domy, a nas od Niemców oddziela tylko ściana. Więc [skoczyłyśmy] w kartoflisko i czołgamy się. Opodal jest szereg willi z ogrodzeniem, więc czołgamy się w tych kartoflach. Błoto… Miałam warkocze, na nich „sople” błota, które jeszcze w dodatku mi przeszkadzają, ale to było tylko [dlatego], że czołgamy się końcami palców, żeby nie wychylić się ponad kartofle. Nie wiem, jak długo to trwało, ale trwało i nagle „Lilka”, która pierwsza się czołgała, odwraca się do mnie i mówi: „Słuchaj, widzą nas. Cofamy się”. Mówię: „Nie, niech strzela” i tak zamarłyśmy. Tymczasem stamtąd wyczołgał się w niemieckim hełmie… nasz chłopak, akowiec, i mówi do nas: „Gdzie idziecie?”. Ja mówię: „Do was! Tylko myślałyśmy, że to Niemcy”.
https://www.1944.pl/archiwum-historii-mowionej/zofia-dillenius,242.html

Skomentuj