14 sierpnia
W nocy nastąpił przygotowywany od kilku dni atak na Basy i kamienicę Wedla.
W drodze na pozycje wyjściowe chłopcy mieli buty owinięte szmatami. Każda rakieta powodowała konieczność padnięcia na ziemię.
Atak miał być skoordynowany z alianckim nalotem ale okazało się to jakimś nieporozumieniem.
Wartownik zaalarmowany jakimś hałasem podniósł alarm. Rozpętało się piekło. Pod Wedlem w gwałtownej wymianie ognia, powstańcy musieli się wycofać. Niemcy zabijali rannych na miejscu.
Trochę później rozpoczął się atak na Basy, tu już Niemcy byli zaalarmowani.
2 pluton ppor. Adolfa zaatakował kamienicę na północno wschodnim rogu Kazimierzowskiej i Narbutta, osłanianą bunkrem. Bunkier unieszkodliwo. Niemcy podpalili przedpole miotaczami ognia. Podczas walki ppor. Adolf doznał szoku nerwowego, usiadł pod murem i trzymał za głowę. Po wycofaniu się na tyły został pozbawiony dowództwa. Na poszczególnych piętrach walczono na krótki dystans. Ze Stauferkaserne ruszyła odsiecz i zaczęła wypierać powstańcze ubezpieczenia.
Biegnąc od północno-zachodniego rogu Narbutta strz. Jerzy Waszkiewicz z butelką benzyny w ręku nadział się na zasieki, butelka wybuchła, chłopak palił się żywcem, nie można mu było pomóc.
Jedna z grup zaatakowała od Wiśniowej. Mimo bunkra ziejącego ogniem dotarli pod sam budynek. Wtedy jednak zaciął się karabin maszynowy osłaniający atak.
Grupa od strony Kazimierzowskiej nie była w stanie ruszyć się wobec nawały ognia.
Dowódca jednej z drużyn po scysji z dowódcą plutonu sierż Jur odmówił udziału w ataku twierdząc, że oddział jest wysyłany na rzeź.
K2 w wyniku braku łączności zatakowała z opóźnieniem od Madalińskiego 35. Pierwszy pocisk piata ominął Basy i trafił w dom przy Narbutta. Piat był trudny w obsłudze i miał duży rozrzut. Drugi, ostatni, rozsadził futrynę rozświetlając wnętrze Basów.
W krytycznym momencie walki jeden z ssmanów krzyknął "kameraden, nicht zurück". Niemcy opanowali sytuację.
Powstańcy wycofali się z bardzo poważnymi stratami. Zaczynało widnieć co bardzo utrudniało odwrót. Część powstańców, z odciętą drogą powrotną zajęła kamienicę Narbutta 27. Niemcy najpierw długo prowadzili ostrzał, strzelec wyborowy trafił obsługującego ckm Jana Pilotowskiego "Żaka", czołg rozwalił pociskami zachodnią ścianę oficyny. Chłopcy zdołali jednak odeprzeć dwa kolejne natarcia. Nieustanny ostrzał i od Basów i od wschodniej Narbutta ucichł dopiero o zmierzchu i grupa zostawiając na miejscu prowizorycznie pochowanych zdołała się przemknąć.
W ciągu dnia Mokotów był ostrzeliwany z artylerii. Po raz pierwszy użyto moździeży salwowych o charakterystycznym dzwięku zwanych szafami albo krowami.
Przy Falęckiej odkryto magazyn szarych kombinezonów lotniczych. Jednolity ubiór podnosił morale i dyscyplinę. Oficerowie Baszty za przykładem ppłk Daniela nosili się jednak po cywilnemu, jedynie z opaską na rękawie.
Płk Daniel otrzymał wiadomość, że z Lasów Chojnowskich szykuje się do przebicia do Mokotowa spore ugrupowanie.
W kierunku Sadyby i Wilanowa ruszyły patrole z zadaniem zbadania stanowisk niemieckich.
Przestają działać wodociągi.
Tekst w bardzo powaznym stopniu oparty na:
Lesław Bartelski, Mokotów 1944
Lesław Bartelski, Pułk AK Baszta.
Na zdjęciu: kamienica w której przez cały dzień broniła się grupa powstańców odcięta po ataku na Basy. Zdjęcie z 2015.

Skomentuj