Pijące ptaszki pana Brauna
Transkrypcja:
Bodaj czy nie najpopularniejszą postacią w Czerniakowie jest p. Franciszek Braun, właściciel domu nr. 96 przy ulicy Czerniakowskiej. Człowiek ten żyje w samotności, otoczony chmarą oswojonych ptaków, które fruwają po całem mieszkaniu, świergocąc, śpiewając i krzycząc. Obok sędziwej papugi, największym szacunkiem pierzastych przyjaciół cieszy się stara sowa, spokojna, dobroduszna, karmiąca się jedynie surowem mięsem, łaskawa nawet dla piskląt innych ptaków. Jest tam i sroka - kleptomanka, i kos wywizdujący arję z „Maricy“, kilka niefrasobliwych drozdów, żóraw o rubinowych oczach, liczna rodzina kanarków i wreszcie parka gilów. Najoryginalniejsze w tem pierzastem społeczeństwie jest to, że wszystkie ptaki żyją za pan brat z gospodarzem, asystują mu przy stole w czasie spożywania posiłku i piją z nim wódkę z prawdziwą namiętnością. Zwłaszcza faworytka sowa nie może obejść się bez sznapsa. Wiedzą o tern przyjaciele i ktokolwiek zjawia się u p. Brauna, przynosi ze sobą butelkę wódki dla ptasząt. Wczoraj do mieszkania ornitologa zapukał urzędnik magistracki. Chodziło mu o załatwienie pewnej formalności. Pan Braun, stojąc wiernie na straży tradycji, zagadnął gościa - — czy ma ze sobą wódkę. Ponieważ ten jej nie miał, musiał zawrócić z drogi. Strapiony urzędnik długo myślał jak wybrnąć z niezwykłej sytuacji, wreszcie wstąpił do knajpy i zaopatrzywszy się w butelkę, ponownie udał się do p. Brauna.
Jest wódka? - zapytał ptasznik.
Jest - odpowiedział gość, pokazując butelkę.
Drzwi stanęły otworem. Ukazanie się gościa zostało przyjęte radosnym świergotem ptasząt. Sowa obudziła się z drzemki i siadła mu na ramieniu. Urzędnik załatwił sprawę poczem wyszedł tłómacząc się, że jest nie pijący. Po odkorkowaniu butelki Braun poczerwieniał z gniewu a ptaszki narobiły niesłychanej wrzawy. W butelce była woda.
Express Poranny, 4 listopada 1925, crispa

Skomentuj