Piąty napad na Królikarnię
Transkrypcja (z pobieżną korektą):
Przy ul. Puławskiej nr. 113, a więc na terenie jeszcze Wielkiej Warszawy, a właściwie na jej samym krańcu, bo za słynną historyczną karczmą w Wierzbnie i za gimnazjum Wł. Giżyckiego, znajduje się dawny park i pałac „Królikarnia". Zbudowany w końcu 18-go W. przez Thomatisa z celom odprzedania go królowi Stanisławowi Augustowi, wkrótce stracił swe magnackie znaczenie i z biegiem lat stał się przytułkiem miłosierdzia. Dziś też mieści się w nim schronisko Towarzystwa opieki nad nieuleczalnie chorymi. Cicha tą przystań jest niemal ostatniem osiedlem ludzkiem na tej linji komunikacyjnej i za nią rozpościerają się już „dzikie pola" jednej strony folwarku Służewiec, z drugiej fortu Legjonów (Dąbrowskiego). Tam to nocy ubiegłej między godz. 11 a 12, sądząc, że mieszkańcy zakładu od dawna spoczywają we śnie, kilku bandytów uzbrojonych, przesadziwszy dość duży murowany płot weszli od strony parku hr Krasińskich dochodzącego aż pod sam Port Legjonów.
Bandyci wycięli tak zwany „filong" w dolnej połowie drzwi zewnętrznych, prowadzących do kurytarzy. poczem wyłamali żelazne sztaby, a następnie otworzyli wytrychem szklane drzwi zewnętrzne. Dostawszy się do wewnątrz, jedni udali się po schodach na 1 piętro, inni poczęli błądzić po ciemnych korytarzach, szukając pokoju przełożonej zakładu oraz ks. proboszcza tamtejszego kościoła. Kroki bandytów usłyszała na szczęście posługaczka Antonina Kuc, która wszczęła alarm. Wybiegła zastępczyni przełożonej p. Teofila Grabowska oraz cała służba, która, ujrzawszy przed sobą trzech drabów uzbrojonych, zatrzasnęła za sobą drzwi, prowadzące do wspomnianych mieszkań. Zuchwali bandyci jednak poczęli się dobijać i dopiero kiedy usłyszeli czyjś głos "telefonować po policję", zaniechali dalszej roboty i poprzez parkany rozbiegli się na wszystkie strony. Charakterystycznem jest, że na miejscu włamania oraz na poręczach bandyci pozostawili ślady krwi. Wkrótce po zawiadomieniu przybyła policja oraz zbiegli się sąsiedzi, z p. Pawłem Bursiakiem na czele. Zarządzono pościg, lecz bez dodatniego rezultatu. Nadmienić należy, że wspomniany zakład już po raz piąty jest okradany. Pustkowie, w jakiem się on znajduje, powinno być jednakże częściej patrolowane przez policję, ażeby zapewnić spokojnym mieszkańcom bezpieczeństwo.
Kurier Poranny, 23 stycznia 1927, crispa

Skomentuj