Chleb od wroga
"dziadek z ojcem przeszli ze mną po parku Dreszera i pokazywali te wszystkie niewybuchy, że nie wolno tego ruszać: „A ponadto możesz ganiać”. Spacerowałem i na Ursynowskiej przyjechała jakaś kuchnia niemiecka. W każdym bądź razie było sporo ludzi i Niemcy wydawali żywność, zupę do jakichś naczyń i wydawali chleb. Stanąłem, po prostu się przyglądałem i ten Niemiec mnie zawołał, nie wiedziałem, o co chodziło, nawet nie chciałem wejść, ale jakaś starsza osoba mnie pchnęła i mi dał dwa bochenki chleba, takie kwadratowe. Dumny i blady, a miałem wtedy pięć lat, przyniosłem to do domu. Matka i babka bardzo się z tego ucieszyły, natomiast ojciec zrobił dziką awanturę, nie bardzo wiedziałem o co, więc się popłakałem. Wybuchła w ogóle awantura, bo z kolei panie naskoczyły na ojca, dziadek przezornie się z tej imprezy wycofał. Dopiero potem ojciec mnie wziął na kolana, zaczął głaskać i mówił: „Zapamiętaj, że od wroga nie wolno nawet wziąć szklanki wody, choćby cię męczyło pragnienie”.
https://www.1944.pl/archiwum-historii-mowionej/waldemar-kierylowicz,2634...

Skomentuj