Kościuszko broni Mokotowa, 1794
"Kochany naczelnik jedyna to dusza,
Wypijmy za Polskę i za Tadeusza."
Teofil Lenartowicz
Od lipca do września 1794 trwało oblężenie Warszawy przez koalicję rosyjsko-pruską.
Linia obronna na południu biegła od Wisły przez klasztor bernardynów, ulicą Idzikowskiego do Królikarni, do Wyględowa i dalej w kierunku Rakowca. Umocnienia właśnie w tym rejonie budowano wg wskazówek Kościuszki na bazie wałów z czasów Jana Kazimierza. Dodano do tego okopy z wilczymi dołami i rozliczne reduty. Kościuszko odmierzał szańce krokami swego wierzchowca a wymiary były tak ścisłe, że wprawiały w podziw ludzi fachowych. Szańce jak się okazało były bardzo odporne na ogień artylerii przeciwnika. Natomiast działa strony polskiej wyrządzały wiele szkód atakującym. Jeden z pruskich wojskowych w książce „Der polnische Insurrectionskrieg" napisał: „artyleryję polską udoskonalił jenerał artyleryi koronnej, hrabia Bruhl, i znaną jest rzeczą, że należała do najlepszych w Europie. Doskonałość swą okazała pod Warszawą, i trzeba jej przyznać tę zasługę, że przyczyniła się znakomicie do obrony miasta tego". Warto dodać, że szańce Mokotowa sprawdziły się jeszcze w 1831.
Stwierdziwszy stan rzeczy, koalicja czekała na lepsze armaty zamówione w Grudziądzu.
Gen. Fersen dysponował korpusem 14-16 tys. żołnierzy i 67-74 dział (różne źródła) i zajął pozycje od Wilanowa przez Służew aż do Rakowca. Wodzem całości był Fryderyk Wilhelm II.
Na różnych odcinkach toczyły się potyczki artylerii, kawalerii i piechoty, ze zmiennym szczęściem i kilka razy sytuacja obrońców była nader dramatyczna, zwłaszcza od strony Woli i Marymontu.
W dniu 2 sierpnia Fryderyk Wilhelm wystosował pismo do Stanisława Poniatowskiego z żądaniem poddania miasta.
Na co król Staś odpowiedział: "Warszawa mając tyle walecznego wojska pod przewodnictwem Naczelnika, nie widzi jeszcze potrzeby kapitulacyi". Zareagował i Naczelnik. O świcie 3 sierpnia oddziały prowadzone przez gen. Dąbrowskiego uderzyły spod Czerniakowa i zdobyły obozy rosyjskie w Augustówce i Kępie Zawadowskiej.
Rosjanie nie rezygnowali. Postanowili zaatakować Czerwoną Karczmę (prawd. Wierzbno, do weryfikacji).
Kościuszko posłał przeciwko nim batalion strzelców pod komendą Krzuckiego i kilka armat, przez co zmusił strzelców rosyjskich do odwrotu. Tegoż samego dnia solenizantem był jenerał Kamieński. Pragnąc uczcić dzień ten czynem okolicznościowo odpowiednim, umówił się z kilku przyjaciółmi i na czele 350 jazdy uderzyli na baterię moskiewską, nieco od obozu odległą.
Wpadłszy na armaty, wycięli 50 ludzi, strzelców i artyleryi, a zagwoździwszy kilka dział, wrócili szczęśliwie do swego obozu. Kościuszko w dziennym obwieszczeniu podał wypadek ten do ogólnej wiadomości wojska, a najzasłużeńszych obdarzył upominkami.
6 września, król pruski po stopnieniu stanu swoich wojsk do połowy utracił ostatecznie serce do walki i zarządził odwrót.
W Warszawie nie chciano oczom uwierzyć. Nie śmiano uderzyć na wroga, z obawy, aby w pozorowym odwrocie nie kryła się zasadzka. Zagrzmiały tylko rozliczne działa na bateriach polskich odgłosem tryumfu i pożegnania! Tak skończyło się dwumiesięczne blisko oblężenie Warszawy, a obrona jej należy do najdzielniejszych czynów Kościuszki.
Warszawa została uratowana, przynajmniej na jakiś czas.
pl.wikipedia.org/wiki/Pierwsze_oblężenie_Warszawy_(1794)
Krótka historyą wypadków w r. 1794 zaszłych, 1894.
Na zdjęciu: z tego miejsca w dniu 3 sierpnia wyruszył gen. Dąbrowski do skutecznego ataku na Rosjan.










Skomentuj