Historia Ogrodów Działkowych na Rakowcu cz. 4 i 5

(tekst zasadniczo skopiowany z opracowania autorstwa M. Koreywo ze strony ogrodu poddany niewielkiej edycji)

4. Wojna

We wrześniu 1939 ogród znalazł się na pierwszej linii frontu. Pastwą ognia od pocisków i bomb padło wiele altanek, spłonął także drewniany budynek zarządu. Mimo, że na działkach znajdowało się jeszcze dużo warzyw i owoców, życie w ogrodzie zamarło, a tylko nocami odważniejsi działkowicze przekradali się do Ogrodu z narażeniem życia, aby zdobyć trochę świeżego pożywienia dla swoich rodzin. W październiku 1939 roku, zaraz po ustaniu działań wojennych odbyło się zebranie działkowców, na którym wybrano nowy zarząd: prezesem został p. Włodzimierz Romanowski, skarbnikiem p. Tylec, a członkami pp. Węgrzecki i Ptaszycki.
W okresie okupacji działki dla wielu rodzin były jedynym miejscem zaopatrzenia.

W Warszawie rodzi się konspiracja, Teren ogrodu stał się schronieniem dla wielu konspiratorów lub zagrożonych aresztowaniem. W różnych miejscach istniały magazyny broni. Niemcy formalnie nie interesowali się ogrodem, choć widywało
się czasem spacerujących po alejkach żołnierzy. Wacław Leśkiewicz ps. "Fred" z działki 101 opowiadał: w naszej altance był nasz magazyn broni. Pod skrzynią na narzędzia ogrodnicze wykopaliśmy wspólnie z ojcem dół długości 130 cm, czyli dostatecznej, aby zmieścił się tam karabin typu Mauzer. Aby zabezpieczyć dół przed wilgocią, wyłożyliśmy
go cynkową blachą, uszczelniliśmy i zamaskowaliśmy skrzynią. Ze swego mieszkania swego przy ul. Mianowskiego 15 dostarczałem karabiny Mauzer, udając inwalidę wojennego ze sztywną nogą. Noga ta bowiem była unieruchomiona przez karabin, który trzymany ramieniem pod pachą, był wpuszczony lufą w spodnie. Tak kuśtykając szedłem z mieszkania na działkę. Drogę taką odbywałem wiele razy, przenosząc karabiny, pistolety maszynowe, granaty, amunicję. Pod koniec okupacji tuż przed wybuchem Powstania magazyn zawierał 12 karabinów Mauzer, 9 pistoletów kalibru 9 mm, 6 pistoletów maszynowych, w tym jeden typu Bergman, jeden Sten i jeden MAS (czeski), poza tym ok. 200 granatów głównie konspiracyjnej produkcji tzw.. sidolówek oraz kilka tysięcy amunicji. Gdy nadszedł rozkaz mobilizacji Armii Krajowej, opróżniliśmy magazyn i przenieśliśmy broń na ul. Kielecką 46, gdzie mieścił się punkt zborny naszej kompanii z pułku "Baszta", w mieszkaniu użyczonym do tego celu przez pp. Gieysztorów. Z zadowoleniem chcę powiedzieć, że nic z tej broni nie zmarnowało się, wszystko spełniło swoje zadanie."
Co jakiś czas broń trzeba było wydobywać i sprawdzać. Na skraju ogrodu stała drewniana ubikacja i w niej właśnie Fred przestrzeliwał swoje pistolety. Ryzyko było oczywiste, bo w pobliżu znajdowały się koszary SS. Ale dzięki dobrze zorganizowanej akcji i ochronie, nigdy do wpadki nie doszło.
W czasie powstania ogród został zniszczony, a altanka w której przechowywano broń, całkowicie spalona. Gdy Wacław Leśkiewicz wrócił z niewoli, postawił nową altankę i to ściśle według starego wzoru, bo chciał mieć przed oczami obraz dawnej, z którą wiązał tyle przeżyć. "Widzi pan te stare drzewa - jabłoń i gruszę - opowiadał - sadził je jeszcze przed wojną mój ojciec, który gospodarzył tu od roku 1928. Wyglądają nie najlepiej, poszczerbione przez wojnę i bardzo nadwyrężone przez wiek. Należałoby je ściąć, ale nie mam do tego serca. Żal mi ich, bo przecież tak zżyłem się z nimi przez tyle dramatycznych lat. Ta jabłoń rodziła szczególnie obficie, w czasie okupacji dostarczała całej naszej rodzinie po paręset kilogramów jabłek". Mimo zaawansowanego wieku i mocno nadszarpniętego zdrowia p. Leśkiewicz lekarz-pediatra przychodził często na działkę; twierdził bowiem, że nic tak nie pomaga w zachowaniu kondycji i równowagi psychicznej, jak doglądanie kochanej roślinności. Działka wyróżniała się
szczególnie pięknymi, smukłymi i jakże polskimi - malwami. Dr Leśkiewicz był w AK dowódcą plutonu i w stopniu podporucznika brał udział w walkach powstańczych aż do samego końca. Był dwukrotnie ranny, był w niewoli, a potem operowano go raz i drugi. Otrzymał srebrny Krzyż Orderu Virtuti Militari.

Pod koniec okupacji, a jeszcze przed wybuchem powstania działała tajna radiostacja, zamaskowana w jednej z altanek.

Praca społeczna skupiała się wokół Zarządu Towarzystw Ogródków i Osiedli Działkowych, w skład którego wchodzili m.in. prof. Zygmunt Rudolf (z Politechniki), dr Marian Stawiński, Zofia Kunińska, Edward Osóbka-Morawski, Mieczysław Kostka, dr Anna Zakrzewska, Stefan Brzywczy. Akcję działkowców popierała Rada Główna Opiekuńcza, która wyłoniła z siebie wydział ogródków działkowych pod kierunkiem inż. Zofii Kunińskiej. Wydział ten nawiązał
ścisłą współpracę z dyr. L. Danielewiczem z Wydziału Ogrodniczego Zarządu Miejskiego, a ten chcąc udzielić działkowcom jak największej pomocy oddelegował wszystkich podległych mu fachowców do akcji w ogrodach działkowych w charakterze instruktorów. W szklarniach
miejskich zamiast kwiatów uprawiano rozsady warzyw z przeznaczeniem głównie dla działkowców. Przy Radzie Głównej Opiekuńczej powołano wielu opiekunów społecznych, których zadaniem było pomagać przy tworzeniu nowych ogrodów i koordynować wysiłki
ogółu działkowców w akcji aprowizacyjnej dla mieszkańców stolicy.
Niestety, pogarszające się szybko warunki bytowe ludności stały się źródłem krzewienia się kradzieży na działkach,
zjawiska dotąd nieznanego. Ponieważ nie było płatnego dozoru, okradanie działek szybko stało się prawdziwą plagą. Zorganizowano wtedy w naszym Ogrodzie dyżury nocne działkowców, ale skończyły się one szybko i smutno. Pewnej nocy i to mimo godziny policyjnej zjawiła się w Ogrodzie jakaś banda, sterroryzowała dyżurujących działkowców, obrabowała ich z pieniędzy i zegarków, po czym ruszyła po działkach i pod groźbą broni zebrała wszystkich tam nocujących w jedno miejsce. Bandyci zebrali owoce i warzywa do worków, załadowali je na riksze i odjechali. Napad ten pozostawił przygnębiające wrażenie i spowodował zaniechanie dyżurów nocnych.

5. Powstanie

Podczas powstania pierwszego dnia przez teren ogrodów przemieszczały się w pewnym chaosie różne grupki. Jednocześnie wielu działkowców zostało wybuchem powstania zaskoczonych. Bardzo szybko okoliczny obszar znalazł się pod kontrolą Niemców. Powrót do domu był bardzo ryzykowny. Sporo działkowców utknęło przez jakiś czas na działkach. Któregoś z pierwszych dni powstania działki zostały spacyfikowane przez Ronowców którzy znęcali się nad złapanymi działkowcami a szczególnie młodymi kobietami. Większość altanek została spalona. Mimo olbrzymiego ryzyka odważniejsi z mieszkańców Mokotowa zapuszczali się po warzywa toteż co pewien czas Niemcy działki ostrzeliwali. Któregoś dnia w poszukiwaniu powstańców pojawił się nawet Tygrys, który zniszczył olbrzymią część ogrodu.

http://moko.waw.pl/fotoblog/historia-ogrod%C3%B3w-dzia%C5%82kowych-na-ra...

Działki Rakowiec

Tagi

ztm (258) tramwaj (157) zima (117) dziecko (113) koń (94) autobus (90) drzewo (78) trakcja tramwajowa (66) śnieg (65) Ostrzelane (60) kościół (59) szkoła (53) rower (42) wojsko (37) budowa (35) ruina (32) drzewa rosną (29) wehrmacht (29) gtwb (26) kwiat (26) samochód Warszawa (26) fort (25) kot (25) samochód (25) kolejka (25) popraw (22) panorama (21) kapliczka (19) wózek dziecięcy (19) bluszcz (18) film (18) sport (18) samolot (17) pies (17) pałac (15) tabliczka adresowa (15) czołg (15) staw (14) remont (13) 126p (12) bazar (12) powódź (12)