Hangar
"Prowadzili nas w stronę Rakowieckiej. Na samym rogu Rakowieckiej i Puławskiej leżała zabita kobieta. Baliśmy się bardzo, że za rogiem to samo nastąpi z nami, ale nie. Zaprowadzono nas do hangaru. Na rogu Rakowieckiej i Puławskiej jest hangar. Tam wszystkich nas zgromadzili. Masę ludzi z ulicy Rakowieckiej też sprowadzono. Później, już po wojnie, dowiedziałam się, że bardzo dużo ludzi. Właśnie Sandomierska 23, 21 – są tam tablice uwidaczniające rozstrzelanie ludzi. Tam gdzie znaleźli rannych, tam mężczyzn rozstrzeliwali. Miejsca straceń są na Rakowieckiej 15, 17, Sandomierska 21… Jakiś czas byliśmy zgromadzeni w hangarze. Po pewnym czasie wyprowadzono nas stamtąd i popędzili nas karabinami na Szucha. (...) Tam czekaliśmy na rozstrzelanie. W oknach karabiny maszynowe… Mama mówiła, żebyśmy się pomodlili, bo niestety to już będzie koniec. (...) Po pewnym czasie jakiś cywil, tłumacząc jakieś niemieckie ogłoszenie, mówił, że zabierają nas stąd z powrotem do koszar, ponieważ Wermacht obejmuje władzę nad ludnością cywilną. I tak zaprowadzili nas z powrotem na Rakowiecką do hangaru. Tam przenocowaliśmy na takich matach. Na drugi dzień raptem oddzielili część kobiet i część dzieci. Część starszych zostawili, ale takich w średnim wieku oddzielili i zaprowadzili nas w stronę placu Unii. Nie pamiętam momentu, żeby ktoś powiedział, gdzie idziemy, ale na pewno szliśmy na ulicę Polną. Wiedzieliśmy, że tam są barykady. Prawdopodobnie było tak, że szliśmy jako żywe tarcze, ale w tym momencie był nalot. Mieliśmy tyle szczęścia, że był nalot samolotowy i Niemcy nas natychmiast zawrócili do koszar, do hangaru i tam siedzieliśmy kilka dni, nie wychodząc stamtąd."
Teresa Stępińska, Archiwum Historii Mówionej, 1944.pl










Skomentuj