Przejście przez ulicę

"...byliśmy już w kończącej grupie wycofujących się. I tak doszliśmy do Chełmskiej róg Belwederskiej. Do nas tam chodziła kolejka wąskotorowa spod obecnej ambasady rosyjskiej chyba do Piaseczna. Dobrnęliśmy do torowiska i tak straszliwie zaczęli nas ostrzeliwać (zorientowali się jednak, że mają do kogo) z fabryki Bruhn-Werke, której budynek istnieje do dzisiaj, że nie było możliwości przejść, więc tak: przede mną jeden zabity, jeden ranny, mnie nic. Za mną zabity, ranny, mnie nic, więc co robimy? Już nie ma szans na przejście. (...)
Tak przeleżeliśmy w tych pomidorowo-buraczanych uschniętych badylach, ale przyjechał czołg i stanął vis-à-vis nas, na nasypie kolejki wąskotorowej. Nie wiedziałam, co robić. Nie zdawałam sobie sprawy, że on z tej wysokości nas nie zobaczy tak nisko. Rękoma wykopałam dół i zrobiłam coś w rodzaju okopu. Tamci byli rani, mieli przestrzelone lewe płuca, jeden i drugi, a jeden jeszcze w głowę dostał odłamkiem chyba. Wykopałam ten dół i tak leżeliśmy, dopóki się nie zrobiło ciemno. Jak się zaczęło robić ciemno, to oświetlali te lary (to się chyba lary nazywały), tak że było widno jak w dzień, więc znów nie było mowy, żeby przejść, ale nadleciały samoloty zza Wisły, wtedy Niemcy przestali oświetlać, a ja z tymi dwoma rannymi (nie wiem, jak to zrobiłam) przewlekliśmy się, bo to trzeba było kawałeczek przejść, podczołgać się pod nasyp. Byli mocno wykrwawieni i całą tę (obecnie aleja Sobieskiego jest chyba czterokrotnie szersza) aleję trzeba było przejść i po tamtej stronie już byli nasi, przy ulicy Piaseczyńskiej."

19440920

Skomentuj

Plain text

  • Żadne tagi html nie są dozwolone.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.
  • Lines and paragraphs break automatically.