Chyba jestem ranny
"staliśmy na Zakrzewskiej, były trzy budynki dwupiętrowe i 11 września zaatakowali nas Niemcy z czołgami. Dwa Tygrysy szły od strony Czerniakowskiej i jedna Pantera, która stała przy Zakrzewskiej. Ponieważ oni stali około pięćdziesięciu metrów od Zakrzewskiej, wlazłem na pierwsze piętro i w kuchni siedziałem na stole, wyciągnąłem jakieś wysokie krzesło, na którym oparłem karabin. Za czołgami stała spora grupka Niemców, więc to było tylko pięćdziesiąt metrów, to chrapka była niesamowita, bo strzelało się jak do kaczek. Ilu mi się udało zabić Niemców i czy w ogóle się udało, tego nie wiem, w każdym razie wydawało mi się, że tam coś niecoś trafiłem. Ale chytrość mnie zgubiła, bo chciałem jeszcze jednego Niemca trafić i tak jak strzelałem, to kątem oka zobaczyłem jak się lufa w czołgu cofnęła, a lufa była już skierowana w moją stronę. Tylko tyle pamiętam, że jak się ocknąłem, to miałem prawą rękę, jak gdyby przy cynglu, do strzelania, a tej ręki nie mam, patrzę, co się dzieje, wisi tam coś takiego, myślę „O rany! Urwało mi rękę!” Jeszcze na tyle byłem przytomny - a w ogóle miałem w sobie sporo odłamków, później naliczyli około czternastu - że zlazłem do piwnicy, ciągnąc za sobą karabin i powiedziałem do sanitariuszek, że chyba jestem ranny, na co one powiedziały: „Widzimy.”
https://www.1944.pl/archiwum-historii-mowionej/tadeusz-piotr-blejarski,5...

Skomentuj